poniedziałek, 24 marca 2014

Chapter Three ! ...

- Nie przepraszaj mnie za każdym razem, ale naprawdę już pójdę. - powiedziałam i już miałam wychodzić, kiedy w kuchni zjawili się Hazza i Lou.
- Zostajesz z nami - wyszczerzyli się
- Co? - zapytałam i wyszłam na korytarz, gdzie zobaczyłam Liama i Zayna z walizkami.
- Ej, to moje rzeczy? - zapytałam pokazując a walizki.
- Tak, od dzisiaj mieszkasz z nami - uśmiechnęli się. Co im wszystkim tak wesoło?
- Ale ... - przerwał mi Zayn
- Cicho! Zostajesz i koniec. - Jeszcze szerzej się uśmiechnęli i nie dali mi dojść do głosu.
- Tylko wiesz ... jest mały problem. Bo wiesz ... - zaczął się jąkać Harry.
- Musisz spać z którymś z nas, bo nie mamy wolnego pokoju. - wtrącił się Zayn, a ja na nich spojrzałam.
- Ja i Zayn odpadamy, bo mamy dziewczyny. - powiedział Lou, a ja spojrzałam na pozostałą trójkę.
- A ty Harry? Nie masz dziewczyny? - zapytałam, a on poruszał zabawnie brwiami.
- Już nie. Ona to już przeszłość. - zaczął się tłumaczyć.
- Po dwóch dniach? - zapytałam zdziwiona, ale doszłam do wniosku, że nie chcę usłyszeć odpowiedzi. - A który ma największe łóżko? - dodałam
- Ja - odezwał się blondyn.
- Spoko - wzruszyłam ramionami i chciałam wziąć walizkę, ale Hazza mnie wyprzedził.
Zaniósł moje rzeczy do pokoju Nialla, a ja się rozpakowałam. Później pojechaliśmy do jakiejś knajpki coś zjeść, bo oczywiście zakupów też nie zrobili. Wróciliśmy wieczorem, a ci od razu włączyli mecz. Mają szczęście, że grał Real, i że też wolą go od Barcy. Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy. Zauważyłam, że Niall cały czas się na mnie patrzy. Kiedy Cristiano strzelił gola wszyscy się wydarliśmy, on również, ale nie przestawał na mnie patrzeć. Ja  chyba krzyczałam najgłośniej. Na początku miałam to w dupie i udawałam, że tego nie widzę, ale on tak perfidnie patrzył mi w oczy, że po prostu wstałam i poszłam do pokoju. Usiadłam na parapecie i gapiłam się w niebo. Było już po 22, więc na niebie było dużo gwiazd. W pewnym momencie do pokoju wszedł blondyn.
- Co robisz? - zapytał jakby nie widział.
- Tańczę kurwa. - powiedziałam i nawet na niego nie spojrzałam. Nie przepadam za nim. Wkurwia mnie.
- Musisz być taka niemiła? - zapytał siadając koło mnie.
- Musisz być takim frajerem? - nie przestawałam gapić się przez okno, ale on złapał mnie delikatnie za podbródek, co sprawiło, że odwróciłam głowę w jego stronę.
Patrzył mi w oczy.
- Wypierdalaj - powiedziałam i się od niego odsunęłam. Znów patrzyłam przez okno.
- Ej no, co ja ci zrobiłem? - przysunął się.
- Żyjesz - powiedziałam oschle. Coraz bardziej mnie wkurwia. Odsunęłam się jeszcze kawałek.
- No weź. Nie bądź taka. - złapał mnie za rękę.
- Odwal się ode mnie - wstałam i wyszłam. Poszłam na dwór i usiadłam na trawie, a ten do mnie przyszedł.
- Ale ty jesteś uparta - usiadł koło mnie.
- Nie znasz mnie - powiedziałam.
- Ale chcę poznać - uśmiechnął się.
- Ale ja nie chcę - powiedziałam, ale on nie dawał mi spokoju.
- Dla wszystkich jesteś taka wredna? - zapytał, ale tym razem się na mnie tak bezczelnie nie gapił.
- Nie, tylko dla ciebie.
- Dlaczego?
- Bo mnie wkurwiasz.
- Czym?
- Wszystkim. Musisz za mną chodzić? Zostaw mnie w spokoju. Chcę być sama.
- Chciałem tylko pogadać.
- To idź do któregoś z przyjaciół, a nie za dziwką się uganiasz. - powiedziałam w chuj wrednie, ale na inny ton nie zasługiwał.
- No przecież już przepraszałem. Co mam zrobić, żebyś przestała o tym gadać? Byłem wkurwiony... - zaczął znowu pieprzyć.
- Nie męcz się, i tak cię nie słucham. - oznajmiłam kładąc się.
- Dobrze wiedzieć, ale i tak ci nie dam spokoju - uśmiechnął się i położył koło mnie.
- To pożałujesz - patrzyłam w niebo jak zawsze wieczorem.
- Już się boję.
- I słusznie.
- Często to robisz? - zapytał, a ja na niego spojrzałam, bo jak zawsze miałam skojarzenia.
- Co?
- Patrzysz w niebo - również na mnie patrzył.
- Zawsze. Myślę o tym co było, co jest i co mogłoby być, gdybym postąpiła inaczej. To jest taka ... ucieczka od rzeczywistości. Wymyślam sytuacje, w których chciałabym się znaleźć, i takie tam. A zresztą ... po co ja ci to w ogóle mówię. - dopiero zauważyłam, że cały czas na mnie patrzył. - Co?
- Nie, nic. Lubię cię słuchać - uśmiechnął się, co odwzajemniłam. - Opowiedz mi coś o sobie - dodał po chwili.
- Co mam niby mówić? Mieszkam ... a właściwie mieszkałam z ojcem, bo nie chcę tam wracać. Miał mnie kompletnie w dupie. Pewnie nawet nie zauważył, że mnie nie ma w domu. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- A matka? - zapytał.
- Chce ci się słuchać? - uśmiechnęłam się.
- Jakby mi się nie chciało to bym tu nie przychodził. Mów. - odwzajemnił uśmiech, a ja odwróciłam się na bok, żeby móc na niego patrzeć. Blondyn również się odwrócił, i patrzył mi prosto w oczy.
- Mama zostawiła nas z jego powodu. Nie widziałam jej chyba z 10 lat. Wiem jak wygląda tylko ze zdjęć. W ogóle jej nie pamiętam. Nie wiem jaka była. Ojciec nie dość, że miał na mnie wyjebane to nigdy nie chciał o niej rozmawiać. Zresztą nigdy go nie było. Kiedyś próbowałam się jakoś skontaktować z mamą, ale nie byłam w stanie zebrać zbyt wiele informacji, aż przestało mi zależeć. Po prostu musiałam się oswoić z myślą, że tak naprawdę nie mam kochającej się rodzinki, że marzenia się nie spełniają, a życie czasami nie ma sensu. - mówiłam całkiem bez uczuć, a on patrzył mi w oczy, zresztą ja jemu też.
- Przykro mi. - powiedział w pewnym momencie.
- A mi nie. - uśmiechnęłam się.
- Jakie jest twoje marzenie? - pokazał swoje ząbki.
- Niemożliwe do spełnienia.
- Wszystkie marzenia można spełnić, wystarczy tylko chcieć.
- Oj, uwierz mi że nie wszystkie.
- A jakie jest twoje? - zapytał ponownie.
- Poinformuję cię jak się spełni. - powiedziałam, a on się wyszczerzył.
Rozmawialiśmy dość długo, a robiło się coraz zimniej. Było już tak ciemno, że nie było widać nic dookoła nas.
- Idziemy? - zapytał w pewnym momencie, ale ja nie miałam ochoty spać.
- Idź, ja jeszcze zostanę. - powiedziałam, ale sam chyba nie chciał wracać.
- Jest zimno. Przeziębisz się. - powiedział troskliwie.
- Powiedz po prostu, że nie chcesz sam wracać, bo boisz się ciemności. Nie musisz kłamać - wyszczerzyłam się, a on odwzajemnił uśmiech.
Wstał i mnie podniósł. Chciałam coś powiedzieć, ale mi przerwał.
- Cicho. Jest trzecia w nocy, lepiej będzie jak nikogo nie obudzimy. - uśmiechnął się, ale nie wiedziałam co kombinuje.
Nie musiałam długo czekać, żeby się dowiedzieć, bo wziął rozbieg i wskoczył do basenu. Myślałam, że go zajebie.
- Co ty kurwa robisz? Normalny jesteś? - zaczęłam mówić, ale miałam ochotę się wydrzeć.
- Cicho... bo ich obudzisz. - zaśmiał się, a ja zaczęłam go wyzywać szeptem.
Wyszłam z basenu, a on za mną, ale wepchałam go z powrotem.
- Zemszczę się - zagroziłam mu, a on po chwili znów znalazł się obok mnie.
- Już to widzę. Nie złość się kotku, złość piękności szkodzi.
- Nie mów do mnie kotku. Jesteś nienormalny. - zaczęłam się śmiać z tej całej sytuacji, a on mi zawtórował.
- To teraz możemy wracać? - wyszczerzył się, a ja się zgodziłam, bo już naprawdę było mi zimno.
*******Niall*******
Kiedy się obudziłem ona jeszcze spała. Wczoraj długo rozmawialiśmy, opowiedziała mi trochę o sobie i szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że miała taką ... niezbyt miłą przeszłość. Nawet nie wiem dlaczego, ale na nią patrzyłem. Muszę przyznać, że jest śliczna i przede wszystkim inna niż wszystkie inne dziewczyny ... jest wyjątkowa, ale tak dokładnie to nie wiem czemu... Tak po prostu.
*******Em*******
Powoli otworzyłam oczy i co zobaczyłam? Ten debil cały czas się na mnie gapił.
- Wkurwiasz mnie już. - powiedziałam i niechętnie, powoli wstałam.
- Czym? - zapytał i również wstał.
- No zgadnij kurwa. - powiedziałam dość wrednie.
- Przestań, przecież nic ci nie robię. - nie wiem czy jest takim idiotą, czy tylko udaje ale mnie wkurwia!
Bez słowa wzięłam jakieś ubrania i poszłam do łazienki. Ogarnęłam się i ubrałam, a następnie poszłam do kuchni.
- I jak ci się spało? - zapytał od razu kiedy weszłam Lou z uśmiechem na twarzy.
- Ujdzie. Lepiej by było, gdyby niektórzy się nie kręcili. - spojrzałam na NIalla, który siedział już przy stole i jadł.
- Masz - powiedział Louis podając mi talerz z naleśnikami.
- Nie jestem głodna - uśmiechnęłam się i w tym samym momencie do kuchni wszedł Liaś.
- No hej. - przywitał się z nami i usiadł przy stole. - To co jemy? - wyszczerzył się, a ja podałam mu talerz, który trzymałam.
Prawie cały dzień kręciłam się bezsensownie po domu, i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, ale na szczęście wieczorem było ciekawiej.
 
------------------------------------------------------------

Przepraszam was bardzo, że tak długo nic nie dodawałam, ale musiałam załatwić parę spraw. Rozdział moim zdaniem chujowy jak wszystkie wcześniejsze, ale zależy mi na tym, żebyście to wy go ocenili. CZYTASZ = KOMENTUJESZ  I oczywiście proszę o naprawdę szczere opinie w komentarzach. Kocham was! :*

środa, 5 marca 2014

Chapter Two ! ...

- Kochanie, poczekaj - Niall wybiegł za nią, a ja nie wiedziałam o co chodzi.
- Co znowu? - zapytałam.
- Wkurwiła się, bo masz na sobie koszulkę Nialla, ale wiesz zawsze możesz ją zdjąć - wyszczerzył się Harry.
- Chciałbyś - mrugnęłam do niego.
- Widziałem to! - zażartował Liam.
- Dobra, sprzątamy - powiedziałam, a Lou i Daddy niechętnie wstali. - Ej, ale moglibyście się tak na mnie nie gapić? - skierowałam pytanie do Zayna i Harrego, a oni jakby wybudzeni z głębokiego transu odwrócili wzrok.
Uwinęliśmy się z tymi całymi porządkami w jakieś pół godziny, a później siedzieliśmy w salonie. Prawie wszyscy, bo Niall jeszcze nie wrócił.
- Na pewno nie widzieliście mojego telefonu? - zapytałam ponownie, ale ci pokiwali głową przecząc. - No bo wiecie, ja kiedyś muszę wrócić. - dodałam, a oni na mnie spojrzeli.
- Do polski? - zapytał któryś.
- No raczej. Nie mam telefonu, kasy ani nawet ubrań, więc moja sytuacja nie jest najprzyjemniejsza, tym bardziej że jestem dość daleko. - powiedziałam.
- Pomożemy ci - odezwał się od razu Liam.
- Nie wezmę od was kasy ani nic innego - uśmiechnęłam się.
- Ale co to za problem? - zapytał po chwili.
- No po prostu nie chcę.
- Ale nie masz innego wyjścia.
- I tak już dużo od was dostałam.
- Niby co? - zapytał zdziwiony.
- Wystarczyło to, że w ogóle tu jestem a mam jeszcze to. - pokazałam na pierścionek.
- Dobra później o tym porozmawiamy. Zostaniesz u nas kilka dni ok? - zapytał Hazza.
- No ale ... - nie dali mi skończyć.
- Nie ma żadnego ale! Zostajesz i koniec - przerwał mi Zayn.
- Ale ... - znowu mi przerwał
- Zostajesz! - uśmiechnął się
- Nie lubię jak mi ktoś przerywa. - również się uśmiechnęłam.
- A ja nie lubię, jak ktoś się ze mną kłóci - powiedział
- A ja nie lubię niedosmażonej jajecznicy - wtrącił się Harry, a my na niego dziwnie spojrzeliśmy, po czym wybuchliśmy śmiechem.
W końcu do domu wrócił Niall. Był jakiś taki ... przygnębiony. Wszedł do salonu, ale kiedy zobaczył, że my tam jesteśmy poszedł na górę.
- Co mu? - zapytał Lou, ale nikt mu nie odpowiedział, bo nikt nie wiedział.
- Pójdę do niego - powiedział Zayn i poszedł do pokoju Nialla.
Wrócił jednak po chwili.
- Zerwała z nim. - powiedział, a chłopcy przybili sobie piątkę. - Wyrzucił mnie z pokoju. Ale trzeba z nim porozmawiać. - dodał po chwili.
- Emily... ty idź, porozmawiaj z nim, poradź mu coś jako dziewczyna. - zaproponował Harry, a ja po chwili się zgodziłam.
- A ... - zaczęłam.
- Pierwsze drzwi po prawej - uśmiechnął się
- Dzięki - poszłam w stronę jego pokoju.
Zapukałam.
- Spieprzaj - usłyszałam, ale i tak weszłam.
- W porządku? - zapytałam, chociaż wiedziałam, że jego odpowiedź będzie brzmiała ,, nie " albo w ogóle nie odpowie.
- Nie mam ochoty rozmawiać ... - dopiero zobaczył, że to ja. - czego tu chcesz? - zapytał nie zbyt miło.
- Ja tylko ... - przerwał mi.
- Wyjdź. Nie mam ochoty rozmawiać z przyjaciółmi, a co dopiero z jakąś dziwką! To wszystko twoja wina! Tylko i wyłącznie ty się do tego przyczyniłaś! Po chuj ruszasz nie swoje rzeczy?! Gdyby nie ty wszystko byłoby dobrze! Ale musiałaś tu przyjechać, bo nie masz swojego zasranego życia! Jesteś jak każda inna, jebana fanka! ... - Wrzeszczał na mnie patrząc mi prosto w oczy, ale ja nie mogłam tego słuchać.
Zdjęłam jego koszulkę i rzuciłam ją w niego. Wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami i od razu poszłam do łazienki. Ubrałam szorty, które wcześniej wyprałam i bez słowa wyszłam z ich domu również trzaskając drzwiami. Byłam tylko w staniku i spodenkach. Strasznie lało, ale trudno. Przeszłam kawałek, kiedy usłyszałam że ktoś mnie woła. To był Liam.
- Emily! Gdzie ty idziesz? - krzyczał, ale ja się nie zatrzymywałam.
Podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę. Odwróciłam się.
- O co chodzi? Co się stało? - zapytał.
- Miał racje - powiedziałam.
- Co? Kto miał rację? - szedł za mną.
- Nie ważne. Nie powinnam tu w ogóle przyjeżdżać. Przepraszam. - spojrzał mi w oczy, ale ja się odwróciłam i zaczęłam biec.
- Emily, proszę! co ty robisz? - krzyczał za mną, ale nie chciałam się zatrzymywać.
Szłam, ale nie wiedziałam gdzie. Po prostu przed siebie. Już dawno gdzieś go zgubiłam. Doszłam do jakiegoś parku, i usiadłam na ławce. Byłam cała mokra, a cały czas padało. Patrzyłam na ludzi z parasolami lub w płaszczach przeciwdeszczowych, śpieszących się, albo po prostu uciekających przed deszczem.
Naprawdę strasznie jest usłyszeć, że jest się dziwką od swojego największego idola, który ma zły dzień bo jakaś dupa z nim zerwała. No kurwa co mnie to obchodzi? Chciałam dobrze, ale wyszło jak zawsze. Nie no zajebiście zawsze muszę coś spierdolić! Najlepiej by było gdybym w ogóle nie ruszała się z domu. Sprawiłabym wszystkim o wiele mniej problemów. Po co ja tu w ogóle przyjechałam?
Siedziałam, kiedy zobaczyłam na ziemi kartkę z gazety, na której było zdjęcie, na którym Liaś mi się ,, oświadcza ". Uśmiechnęłam się sama do siebie, i zaczęłam czytać opis.

* Poprzedniej nocy Liam Payne (wokalista znanego na całym świecie zespołu One Direction) oświadczył się niejakiej Emily, której nazwiska nie znamy. Nie wiadomo również, czy zakochana para znała się wcześniej, czy też poznali się dopiero w klubie, w którym spędzili całą noc. Nad ranem całym zespołem wraz z Emily wsiedli do samolotu i wrócili do domu One Direction. *

Wszyscy, którzy koło mnie przechodzili mierzyli mnie. Możliwe, że przyczyniło się do tego to, że nie miałam na sobie koszulki. Było mi bardzo zimno. W pewnym momencie na ławce naprzeciwko mnie usiadło dwóch chłopaków. Jak wszyscy inni, zaczęli mnie mierzyć.
- I co się kurwa gapicie?! - powiedziałam na tyle głośno, żeby usłyszeli, ale ci nie odpowiedzieli.
Rozmawiali ze sobą ... po polsku.
- Ale dupa - w pewnym momencie odezwał się jeden po polsku.
- Taka laska i bez chłopaka? - zapytał drugi tym razem po angielsku siadając obok mnie.
- Taki pajac i bez cyrku? - powiedziałam po polsku, wstałam i poszłam.
Przeszłam kawałek, kiedy zobaczyłam jakiś ludzi z kamerami i mikrofonem. Podbiegli do mnie, a kiedy ja próbowałam odejść szli za mną.
- To ty jesteś Emily? - zapytał gościu z mikrofonem, a ten drugi cały czas mnie nagrywał.
- Nie - szłam dalej, ale oni nie ustępowali.
- To na pewno ty. Masz pierścionek od Liama. - oznajmił pokazując na moją rękę.
- Wypierdalaj mi z tą kamerą! - zwróciłam się nie zbyt miło do drugiego, ale mnie nie posłuchał.
- Co tutaj robisz, tym bardziej że nie jesteś całkiem ubrana. - kontynuował.
- Coś ci się nie podoba? Odpierdol się! - zaczęłam biec, żeby tylko ich zgubić.
Po chwili mi się udało. Cały czas strasznie padało, a mnie dalej bolała głowa i było mi strasznie zimno. Po jakiejś godzinie, kiedy szłam jakąś pustą uliczką, zobaczyłam jakiś samochód. Podjechał bliżej mnie i się zatrzymał. Wyszedł z niego Liam.
- Wszędzie cię szukałem. Chodź - powiedział i złapał mnie za rękę.
- Zostaw mnie. Nie chcę - wzięłam swoją rękę i szłam dalej.
- Ale ty jesteś uparta. No dawaj, bo się przeziębisz - powiedział troskliwie.
- Nie. Nie mam gdzie wracać. - nie zatrzymywałam się, ale on do mnie podszedł, podniósł mnie i zaniósł mnie do samochodu.
- Jak nie chcesz wracać do nas to zawiozę cię do jakiegoś hotelu ok? - zapytał
- Nie mam kasy
- Nie ważne. Masz - powiedział zdejmując bluzę, a ja ją ubrałam.
Byłam cała mokra, ale było mi przynajmniej trochę cieplej. Dojechaliśmy do jakiegoś hotelu i od razu Liam poszedł do recepcji a ja na niego czekałam. To był jakiś pięciogwiazdkowy hotel. Trochę pogadaliśmy w pokoju, ale namówiłam go, żeby wrócił do domu. Powiedział, że jutro do mnie przyjedzie.
                                                              ******* Liam *******
Emily poszła z nim porozmawiać ale po chwili wybiegła z domu. Pobiegłem za nią, ale nie chciała ze mną rozmawiać. Uciekła. Ale dlaczego? Wróciłem do domu i od razu poszedłem do Nialla.
- Coś ty jej nagadał?! - krzyknąłem od razu po wejściu do pokoju.
- Nic. Po prostu jest dziwką jak każda inna pieprzona fanka... - przerwałem mu.
- Co kurwa?! Jesteś debilem! Dziwką to można nazwać tą twoją sukę! I szczerze mówiąc, to wszyscy się cieszymy, że już nie jesteście razem! A ty w ogóle nas nie słuchasz! Ona jest inna ... - wrzeszczałem na niego.
- Nie jest. - powiedział i usiadł na parapecie gapiąc się przez okno.
- Dobra weź skończ - wyszedłem z pokoju i od razu wsiadłem w samochód.
Szukałem jej jakieś półtorej godziny i w końcu ją znalazłem. Nie chciała wracać do nas do domu, ale ją rozumiałem. W końcu nie jest przyjemnie usłyszeć takie słowa od swojego idola. Odwiozłem ją do hotelu i wróciłem do domu. Następnego dnia rano do niej pojechałem. Oczywiście po drodze musiałem natknąć się na paparazzi. Zadawali jakieś pytania.
- Przepraszam innym razem. Nie mam teraz czasu. - uśmiechnąłem się i wszedłem do hotelu. Wjechałem windą na drugie piętro i poszedłem do pokoju Em.
                                                              *******Emily*******
Wieczorem dużo myślałam i doszłam do wniosku, że jeszcze trochę zostanę w Londynie. Obudziłam się około 10:30 i przypomniałam sobie, że o 11 miał przyjść Liaś. Szybko wstałam, ogarnęłam się i założyłam te ubrania, które miałam, czyli moje spodenki i bluzę Liama, która sięgała mi do połowy ud zasłaniając spodenki. Była za duża i to o wiele, ale to mi się w niej właśnie podobało. Po chwili drzwi do pokoju się otworzyły i wszedł Liaś. Powiedziałam mu, że jeszcze nie wracam do polski, a on się ucieszył. Pożyczył mi trochę kasy na początek, ale obiecałam mu, że jak tylko będę miała to mu oddam. Poszliśmy na zakupy, a ja kupiłam kilka ubrań. Wróciliśmy do hotelu, a ja się w końcu przebrałam. Liam namówił mnie, żebyśmy pojechali do nich.
Chwilę później byliśmy już na miejscu. Poszliśmy do kuchni, gdzie siedziała cała reszta.
- Hej - powiedziałam wchodząc i usiadłam na przeciwko nich, a oni mi odpowiedzieli. O dziwo Niall również się ze mną przywitał.
- Em, chciałem cię przeprosić - powiedział po chwili ciszy, jaka panowała w pomieszczeniu, a oczy wszystkich skierowane były na mnie. - Ona okazała się zwykłą dziwką i niepotrzebnie na ciebie krzyczałem. Przepraszam, byłem strasznie wkurwiony. - próbował się tłumaczyć.
- Przykro mi, ale musisz wymyślić jakieś nowe wyzwisko opisujące twoją każdą jebaną fankę, bo o ile dobrze pamiętam, to ja dostałam miano dziwki. - spojrzałam na niego.
- Możemy porozmawiać na osobności? - zapytał, a  reszta od razu wyszła. - Przepraszam, ale zrozum mnie. Byłem wkurwiony i to bardzo. To nie było łatwe. - kontynuował.
- Oh, naprawdę? ... Wal się - powiedziałam i wstałam z zamiarem wyjścia z kuchni, ale złapał mnie za rękę. Odwróciłam się - Cze ... - przerwał mi całując mnie.
Na początku oddałam pocałunek, ale nawet nie wiem dlaczego. Po kilku sekundach ogarnęłam się i go od siebie odepchnęłam.
- Co ty robisz?! - zapytałam wściekła, a on zaczął mnie przepraszać.
- Naprawdę przepraszam, nie wiem dlaczego to zrobiłem ... - powiedział, a ja wyszłam z kuchni.
Okay ... To było ... dość dziwne, ale szczerze mówiąc to ... to było jedno z moich marzeń. Bosz co ja w ogóle robię? Ale ja jestem głupia.
Poszłam do salonu, ale nikogo tam nie było, więc sprawdziłam też w pokojach. Tam również było pusto. No nieźle ... zostawili nas samych. Wróciłam na dół.
- A ci gdzie? - zapytałam wchodząc do kuchni, gdzie dalej był Niall.
Był strasznie zamyślony. Stał w tym samym miejscu gapiąc się w podłogę, a po chwili spojrzał mi prosto w oczy. Ja pierdole, ale on ma śliczne oczka! Podszedł do mnie i położył mi rękę na policzku. Zbliżył się do mnie i nie przestawał patrzeć mi w oczy. Znowu chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
- Może będzie lepiej, jeśli już pójdę - powiedziałam.
- Nie, zostań. Przepraszam. - powiedział.
- Nie przepraszaj mnie za każdym razem. Ale naprawdę już pójdę. - powiedziałam i już miałam wychodzić, kiedy w kuchni zjawili się Hazza i Lou.

---------------------------------------------------------------------

CZYTASZ = KOMENTUJESZ.
I mamy drugi rozdziałek. Mam nadzieję, że się wam podoba. Proszę o szczere opinie w komentarzach. Następny rozdział wstawie dopiero jak będzie 5 komentarzy, bo nie wiem czy jest w ogóle sens, żebym pisała dalej.
Kocham was!

wtorek, 25 lutego 2014

Chapter One ! ...

Obudziło mnie jakieś trzaskanie. Poszłam do kuchni i zobaczyłam... tą ... no... jak ona ... a z resztą pieprzyć to. Najwidoczniej próbowała coś ugotować, ale jej nie wychodziło.
- Może tak ciszej? - zapytałam i na nią spojrzałam.
- Kochanie, nie da się t... - przerwałam jej
- Po pierwsze to nie mów do mnie kochanie bo rzygnę. Po drugie nie jesteś u siebie, więc jeżeli grzecznie proszę, żebyś się uciszyła to znaczy, że masz zamknąć ryj albo najlepiej wypierdalać. - uśmiechnęłam się przesłodko a ta nic nie mówiła. - Jesteś naturalną blondynką prawda? - zapytałam.
- Tak - uśmiechnęła się i zaczęła poprawiać sobie włosy z bananem na ryju.
- Uwierz mi, to nie był komplement. - wzięłam szklankę soku i wróciłam do pokoju.
Było dopiero po 6 więc chciałam wrócić do łóżka, ale i tak już bym nie zasnęła. Wzięłam mój pamiętnik i opisałam wydarzenia z paru ostatnich dni.  Około 9 nudziło mi się cholernie i jeszcze mój ojciec z tą swoją lalą latali po domu i się śmiali. Kurwa no we własnym domu odpocząć nie mogę. Przebrałam się i poszłam do Iss. Nie otwierała, więc postanowiłam pójść do Davida. Od mieszkania Davida miałam klucze, więc nawet nie pukałam. Kiedy weszłam było strasznie cicho, więc pomyślałam, że śpi. Po cichu poszłam do jego sypialni i co zobaczyłam?! Owszem spał jeszcze, ale nie był sam. Koło niego leżała Iss.
- Co to kurwa ma znaczyć?! - wydarłam się, tym samym ich budząc.
- Emily... Co ty tu... - zaczął się jąkać i szybko ubierać David, a ta dziwka zasłaniała się kołdrą.
Wybiegłam z jego pokoju, a on za mną ubierając po drodze spodnie.
- Stój! Emi to nie tak jak myślisz! Poczekaj! - krzyczał za mną, ale ja nie miałam zamiaru się zatrzymywać.
Wybiegłam z jego mieszkania trzaskając drzwiami, a on za mną. Po chwili poczułam szarpnięcie za nadgarstek, co spowodowało, że się odwróciłam.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam i wyrwałam swoją rękę z jego dłoni, rzucając mu pod nogi jego klucze. - Odpierdol się! I ty i ona! Nie chcę was znać! - wydarłam się, a on się zatrzymał.
Byliśmy na ulicy, więc wszyscy się nam przyglądali. Odwróciłam się i wróciłam do domu. Zamknęłam się w pokoju. Nie chciało mi się już nic. Usiadłam w kącie. Jak oni mogli?! Dwie najbliższe mi osoby mnie tak zraniły. Dlaczego? Co ja im zrobiłam? Za taką przyjaźń to ja dziękuję!
Nie płakałam. Byłam wściekła. Płacz jest największą oznaką słabości, a ja nie jestem słaba. Oni jeszcze nie wiedzą, jaka potrafię być silna.
Nawet nie wiem kiedy usnęłam, ale obudziłam się na podłodze, tam gdzie wcześniej siedziałam. Było około 7 . Wstałam, ogarnęłam się i postanowiłam nie użalać się nad sobą. Pomalowałam się... nieco mocniej niż zawsze. Poszłam coś zjeść, bo w końcu nie jadłam nic od dobrej doby.
Będę miała wszystko w dupie. Nie będę się przejmować tym, co powiedzą inni. Będę niezależna i będę żyła tak jak będę kurwa chciała! Nikomu nie warto ufać. Nawet przyjaciołom, nawet rodzinie, nawet komuś wyjątkowemu. Bo ludzie zawodzą, i to na każdym kroku. Pierdole system. Będę inna... Będę sobą. I niech wszyscy się pierdolą. Spełnię marzenia bez pomocy innych. Od dzisiaj żyję pełnią życia.
Do wieczora nie robiłam prawie nic ... cały czas myślałam. Wieczorem, około 21 postanowiłam się rozerwać. Ubrałam szorty i białą luźną koszulkę, pomalowałam się , i takie tam. Wyszłam z domu. Dzisiaj ma być jakaś impreza, na której miał być ktoś sławny, ale nie wiadomo kto. Poszłam tam, a przed wejściem wszystkich przeszukiwali. Hah ... wymacali mnie. Tak, wiem ... głupawka. Kiedy weszłam od razu poszłam do baru, wypiłam kilka drinków i poszłam na parkiet. Poznałam jakiegoś chłopaka, ale za cholerę nie pamiętałam jak się nazywał, ani jak wyglądał. Pamiętam tylko, że bardzo mi się podobał. Z resztą nie tylko mi, bo dookoła nas były tłumy dziewczyn, i na początku większość piszczała. Ale on tańczył tylko ze mną, co mi się podobało. Więcej nie pamiętałam, bo byłam nieźle wstawiona.
Obudziłam się nieco inaczej niż zawsze. Leżałam, kiedy nagle poczułam jak ktoś mnie obejmuje ręką. Szybko otworzyłam oczy, ale od razu spadłam z łóżka. Szybko wstałam i zobaczyłam, że chłopak już nie śpi ... ale to nie był zwykły chłopak ... to był Zayn Malik! Byłam w szortach i w samym staniku. Nie miałam na sobie koszulki. Zayn na mnie popatrzył i najwidoczniej również nie pamiętał nic z poprzedniej nocy, bo złapał się za głowę i syknął z bólu.
- O kurwa - przeklnęłam sama do siebie.
- Co? - zapytał chłopak... a no tak, zapomniałam, że on nie jest Polakiem, więc po polsku nie mówi.
Wprawdzie mój angielski nie jest perfekcyjny, ale jest nawet bardzo dobry.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam, tym razem po angielsku.
- Y ... no w moim pokoju. - powiedział wstając, a ja za ten czas szukałam swojej koszulki, ale nie było jej widocznie w jego pokoju.
- No tyle to zdążyłam zauważyć. - pokazałam palcem na jego zdjęcia, które stały na komodzie. - może tak dokładniej? - spojrzałam na niego.
- No ... mój pokój, dom One Direction, Londyn - powiedział
- Jak ja się tu znalazłam? - zapytałam i popatrzyłam na niego
- No nie wiem. Jedyne co pamiętam, to to, że cały wieczór tańczyłaś z Niallem. - powiedział, a mi od razu przypomniało się z kim tańczyłam. - Ej, między nami ... - nie dałam mu skończyć, bo dobrze wiedziałam, o co chciał zapytać. A mianowicie o to czy się ze sobą przespaliśmy.
- Nie - powiedziałam od razu.
- Na pewno? - zapytał, jakby niedowierzał.
- Na pewno - powiedziałam stanowczo.
- Nie wiesz gdzie jest mój telefon i bluzka? - zapytałam, ale on tylko pokiwał głową przecząco.
Wyszłam z pokoju, a on za mną.
On gdzieś zniknął, a ja poszłam na dół. Głowa mnie tak napierdalała, że nie mogłam wytrzymać. I jeszcze się okazało, że JESTEM W DOMU ONE DIRECTION! Nie mogłam w to uwierzyć. Spotkać ich, to było jedno z moich marzeń, ale nie jestem jak inne fanki, więc nie piszczałam, bo to byłoby idiotyczne. Poszłam do salonu, ale zobaczyłam, że Harry obściskuje się tam z jakąś laską, więc wyszłam. Weszłam do kuchni, gdzie siedział Liam i Louis.
- Hej kochanie - zaśmiał się Liam, kiedy weszłam do kuchni, a Lou mu zawtórował.
- Co? - zapytałam, bo nie wiedziałam o co im chodzi.
- Nie pamiętasz? - uśmiechnął się Liaś - Patrz - podał mi swój telefon z włączonym nagraniem, na którym mi się oświadcza w tym klubie śpiewając refren merry me. Spojrzałam na swoją rękę i rzeczywiście był tam złoty pierścionek.
- Masz - powiedziałam i oddałam mu jego telefon, oraz zdjęłam z palca pierścionek od niego i też mu go oddałam.
- Nie, weź go sobie - wyszczerzył się, ale go nie wzięłam.
Wstał, podszedł do mnie i włożył mi pierścionek na palec, z którego wcześniej go zdjęłam.
- Weź na pamiątkę - uśmiechnął się.
- Ale ... - zaczęłam
- Bierz! - przerwał mi i jeszcze szerzej się uśmiechnął.
- No dobra - odwzajemniłam uśmiech i jeszcze raz oglądnęłam pierścionek.
Zdjęłam go, a w środku wygrawerowany był napis ,, I'll always love you - Liaś ". Zaśmiałam się sama do siebie i włożyłam z powrotem.
- Emily... gdzie ty masz koszulkę? - zapytał po chwili Louis.
- No nie wiem właśnie. - powiedziałam, i w tym samym momencie do kuchni wszedł Niall.
- Hej - powiedział od razu, podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Y... hej. Czy tylko ja nic nie pamiętam? - zaśmiałam się.
- Mówiłem, żebyś tyle nie piła kocie - powiedział Lou.
- Zaczynam się was bać - zażartowałam a oni się zaśmiali.
- Musze ci powiedzieć, że jak jesteś wstawiona to jesteś naprawdę szalona - powiedział Niall, a ja na niego spojrzałam.
- Dlaczego? Chociaż ... nie, jednak nie chcę wiedzieć - powiedziałam, a on się uśmiechnął.
- Nie wiecie gdzie jest moja bluzka i telefon? - zapytałam, i zaczęłam macać się po kieszeniach, żeby się upewnić, że nie mam telefonu przy sobie.
- Ostatnio widziałem cię ubraną jeszcze w klubie - chłopcy się uśmiechnęli i nie przestawali mnie mierzyć.
- O, właśnie ... tak w ogóle to jak ja się tu znalazłam? - zapytałam
- No... jak nam się znudziło w klubie to wróciliśmy samolotem, ale Liaś się uparł, żebyś poleciała z nami, bo w końcu narzeczona i byliśmy nieźle wstawieni, więc... - przerwałam mu.
- Wszystko pamiętasz? - zapytałam Louisa zdziwiona.
- Nie, ja chyba wypiłem najwięcej. Rozmawiałem z ochroniarzem. - powiedział i w tym momencie do kuchni weszła jakaś laska.
- Cześć kochanie - powiedziała i zaczęła się lizać z Niallem.
- Ej, weźcie wyjdźcie, bo i tak mi niedobrze. - powiedział Liaś i udawał, jakby zaraz miał zwymiotować, a ci wyszli.
- To jego dziewczyna? - zapytałam.
- No, niestety - powiedział Lou.
- Czemu niestety? - zapytałam i usiadłam naprzeciwko nich.
- Bo to taka sucz, że ja pierdole - odezwał się Liaś, a ja się zaśmiałam.
- O mnie też macie takie zdanie? - zapytałam i spojrzałam mu prosto w oczy.
- No co ty? Ty jesteś spoko - Powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
- Dla tego, że jestem tylko w staniku? Daj trochę, mój ty przyszły mężu - zaśmiałam się i nie czekając na odpowiedź wzięłam od niego butelkę wody, z której przed chwilą pił i się napiłam, a on się uśmiechnął.
Louis wziął butelkę wody i jednym ruchem wylał ją na mnie.
- Ups ... niechcący - powiedział, a ja odruchowo wstałam, bo ta woda była dość zimna.
Byłam cała mokra. Dosłownie. Nie czekając ani chwili wzięłam wodę Liama i wylałam ją na obydwóch.
- Ej! Co ja ci zrobiłem?! - powiedział Liaś, a ja się słodko uśmiechnęłam.
Teraz wszyscy już staliśmy i byliśmy cali mokrzy. Louis chciał się na mnie zemścić i wyjął z lodówki sok i jakieś tam inne rzeczy, liaś rzucał jakimiś płatkami, a ja zabrałam im ketchup. Tak się zaczęła wojna na jedzenie. Po kilku minutach skończyły się rzeczy, którymi można kogoś oblać albo ubrudzić. Byliśmy cali ujebani, ale było warto, bo było zajebiście. Poszłam się umyć, ale że nie miałam się w co ubrać, to wzięłam jakąś koszulkę, która wisiała na grzejniku w łazience. Spodenki musiałam zdjąć, bo również były ujebane, ale koszulka sięgała mi do połowy ud, więc było dobrze.
- Czyje to? - zapytałam pokazując na koszulkę, którą miałam na sobie, kiedy wróciłam do kuchni.
W kuchni siedzieli wtedy już wszyscy, czyli całe 1D.
- Moje - powiedział blondyn.
- Przepraszam, ale naprawdę nie mam się w co ubrać. - powiedziałam lekko zakłopotana.
- Nie ma sprawy. Weź ją sobie. - uśmiechnął się.
- Dzięki - odwzajemniłam uśmiech, a ten dalej się na mnie patrzył.
- Ej! Stary, ona jest moja! To moja przyszła żona!- powiedział Liaś i wszyscy wybuchliśmy śmiechem
Lou i Liaś byli już umyci i przebrani. Nagle do kuchni przyszła ta laska Nialla.
- Cześć wszystkim - powiedziała i zatrzymała się koło mnie.
- Emily - powiedziałam z uśmiechem na twarzy i wystawiłam rękę w jej stronę, ale ona nie miała najwidoczniej ochoty jej uścisnąć.
Zmierzyła mnie bezczelnie i syknęła coś pod nosem, po czym usiadła Niallowi na kolana.
- Okej - powiedziałam cicho sama do siebie i wzięłam rękę. - To co chłopaki sprzątamy nie? - zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- Masz coś pod tą koszulką? - zapytał niespodziewanie Harry, a ja na niego dziwnie spojrzałam.
- Może - uśmiechnęłam się, a oni odwzajemnili uśmiech.
Ta laska zapytała się coś Nialla, a jak on jej odpowiedział, to wściekła wybiegła z kuchni. Nie słyszałam o czym mówili.
- Kochanie poczekaj! - Niall wybiegł za nią, a ja nie wiedziałam o co chodzi.

------------------------------------------------------

Dobra,  jest pierwszy rozdział. Nie najlepszy, ale jak na jeden z pierwszych to ujdzie. Oczywiście proszę o szczere opinie w komentarzach. CZYTASZ = KOMENTUJESZ. Pozdrawiam :)

środa, 19 lutego 2014

Prologue ! ...

Jest sobota, pierwszy tydzień wakacji. Wieczorem umówiłam się z Iss i Davidem na jakąś imprezę, więc zaczęłam się szykować. Kiedy skończyłam poszłam do gabinetu ojca, gdzie ten zawsze przysiadywał. Oczywiście nie miał dla mnie czasu, bo rozmawiał przez telefon.
- Wychodzę - powiedziałam kiedy weszłam, ale on nie zareagował, tylko dalej z kimś gadał.
- Wychodzę! - powtórzyłam nieco głośniej ale i tak nic nie powiedział, ani nawet na mnie nie spojrzał.
- Jestem w ciąży - byłam ciekawa, czy na taką wiadomość by zareagował, ale i tak nic.
- No skurwielu mówię coś do ciebie! - prawie wrzasnęłam, a on tylko mnie uciszył palcem i pokazał ręką, żebym wyszła z gabinetu, i oczywiście kontynuował rozmowę.
Ale on mnie wkurwia! Wyszłam z domu, a przed wejściem czekali już Iss i David. Przywitałam się z nimi i pojechaliśmy.
- Ale mój ojciec mnie wkurwia - od razu zaczęłam narzekać.
- No to weź mu powiedz ... nie wiem ... na przykład, że jesteś w ciąży. - zaproponowała Iss.
- A ty myślałaś, że nie mówiłam? On mnie w ogóle nie słucha. Ma mnie w dupie. Pewnie nawet zapmniał o moim istnieniu. On by nawet nie zauważył, gdybym się wyprowadziła ... - mówiłam, ale Iss mi przerwała,
- To wprowadź się do mnie na kilka dni. - uśmiechnęła się.
- No nie wiem ... chociaż ... To nie taki zły pomysł.
- To po imprezie wracasz do mnie - wysłała mi buziaka w powietrzu, a ja odwzajemniłam uśmiech.
Chwile później byliśmy już na miejscu. Weszliśmy do klubu i od razu wypiliśmy po kolejce ... może dwóch. Poszliśmy tańczyć a później znowu po ... kilku kolejkach i tak w kółko ... a przynajmniej tak mi się wydaje, bo za chuja nie mogę sobie przypomnieć.
Obudziłam się na schodach w mieszkaniu Iss. Nie wiem jak się tam znalazłam, ale chyba nawet nie chcę wiedzieć. Powoli wstałam i prawie zeszłam, kiedy musiałam się oczywiście potknąć. Spadłam z ostatniego schodka z wielkim hukiem.
- Nic mi nie jest - powiedziałam sama do siebie, nie wiem dlaczego.
Powoli wstałam, ale teraz wszystko bolało mnie jeszcze bardziej, a szczególnie głowa. Poszłam do kuchni i wzięłam butelkę wody. Zaczęłam ją pić, kiedy do kuchni przyszedł David. Jak zawsze na przywitanie dał mi buziaka w policzek i też wziął sobie wodę. Zdziwiło mnie jednak, że był w samych bokserkach, ale trudno. Siedzieliśmy przy stole w kuchni, kiedy w drzwiach pojawiła się w samej bieliźnie Iss. Nie wnikam, dlaczego była w samej bieliźnie, może znalazła sobie kogoś. Nie zwracałam na to uwagi.
- Siemka - przywitała się i zaczęła pić.
- Nie ma to jak porządna impreza nie? - zaśmiałam się
- A pamiętasz cokolwiek? - zapytał David
- Nie. Ale chyba o to chodzi na imprezach nie? - wyszczerzyłam się, co on odwzajemnił.
Dopiero zobaczyłam, że jest 14 . No nieźle. Całe popołudnie leczyliśmy tego pieprzonego kaca, a wieczorem David pojechał do siebie.
- Ciekawe kiedy twój stary się skapnie, że nie ma cię w domu - zaśmiała się Iss.
- Ciekawe, czy w ogóle się skapnie - poprawiłam ją i również się uśmiechnęłam.
Iss i David są ode mnie rok starsi, więc mogą mieć własne mieszkania. Ja muszę jeszcze troszkę poczekać do swojej osiemnastki, ale już niedługo ... oj, będzie się działo. Poszłyśmy spać około 22 . To i tak bardzo wcześnie, ale byłyśmy strasznie zmęczone, więc nie miałyśmy wyjście.
Obudziłam się około 12 . Iss już nie spała. Około 16 wróciłam do domu. Kiedy weszłam usłyszałam jakieś jęki... OMG . Bosz, uciszyli by się, a nie. Domyśliłam się, że jest u niego ta ... no ... jak jej tam ... chwilka ... a z resztą ... chuj jej w dupe. Wzięłam z lodówki coś do jedzenia i poszłam do swojego pokoju. Weszłam na tt i fb. Czas minął mi nawet szybko. Poszłam spać. Rano obudziło mnie jakieś trzaskanie.

 ----------------------------

No i jest prolog. One Direction pojawi się już niedługo. Proszę o szczere opinie w komentarzach.  CZYTASZ = KOMENTUJESZ.

niedziela, 16 lutego 2014

Characteristics...


Emily (Em) Williams - (ur. 13 maja 1996 r.) Szalona i zabawna brunetka o brązowych oczach. Jest miła, ale czasami wredna i arogancka. Jest bardzo szczera... czasami aż za bardzo. Kocha piłkę nożną, One Direction i imprezy do samego rana. Mieszka tylko z ojcem, a jej matka odeszła od nich pół roku temu z powodu ojca. Nie utrzymuje z nią w ogóle kontaktu. Jej ojca całe życie nie ma w domu bo albo pracuje albo spotyka się z przyjaciółmi ... albo sprowadza jakieś dupy do domu. Najczęściej są to jakieś tapeciary, i nigdy nie zaprzyjaźniła się z żadną z nich. Właśnie skończyła liceum policyjno-wojskowe. Jej najlepszą przyjaciółką jest Isabella, a chłopakiem David. Z Davidem jest od ponad roku. Jej marzeniem jest zamieszkać w Londynie.


Zayn  Malik - (ur. 12 stycznia 1993 w Bradford w Wielkiej Brytanii ) 1/5 One Direction. Jest  dobrze zbudowany, słodki, piękny i romantyczny. Ma śliczne czarne włosy i zabójczy uśmiech, oraz piękne brązowe oczu. Przed osiemnastymi urodzinami miał na imię Zain ale zmienił na Zayn. Kocha przeglądać się w lusterkach. Często chodzi w bejsbolówkach. Twierdzi, ze nie potrafi  tańczyć ale zajebiście to robi. Jest bardzo utalentowany i ma świetny głos.
 Louis (Lou, Tommo) William Tomlinson - ( ur. 24 grudnia 1991 roku w Doncaster w Wielkiej Brytanii ) 1/5 One Direction. Louis jest zabawnym i ślicznym szatynem, kochającym marchewki i wszystko co jest w paski. Zawsze potrafi rozśmieszyć reszte zespołu i nie tylko. Praktycznie zawsze nosi kolorowe spodnie, których nogawki podwija. Zawsze wygląda zajebiaszczo! Jego uśmiech powala na kolana cały świat, nie wspominając jużo jego zabójczym talencie i głosie ! Potrafi wysłuchać każdego, nawet tego, za kim nie przepada. Uwielbia imprezować.
 Liam (Daddy, Liaś ) James Payne (ur.29 sierpnia 1993 roku w Wolverhampton w Wielkiej Brytanii) 1/5 One Direction. Miły i szalony. Boi się łyżek, ale nikt nie wie dlaczego. Czasem przyjaciele śmieją się z tego powodu i mu dokuczają. Mega przystojny szatyn o brązowych oczach. Kocha Disnaya i wszystko z nim związane najbardziej Toy Story. Świetnie śpiewa, najczęściej to on zaczyna piosenki. Jest najodpowiedzialniejszy z całego zespołu, ale nie jest sztywny! Jest idealny i jedyny w swoim rodzaju.

Niall James Horan (Nialler) - (ur. 13 września 1993 roku w Mullingar w Irlandii ) 1/5 One Direction. Słodki, zabawny blondynek o ślicznych niebieskich oczach.  Zawsze głodny ale uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony. Kocha jeść .. jego ulubioną restauracją jest Nando's. Nosi aparat dentystyczny, chłopcy uważają, że najlepiej przytula z całego zespołu. Jego ulubionym kolorem jest zielony. Jest ślicznym Irlandczykiem. Potrafi świetnie grać na gitarze ! Luli też grać w piłkę nożną. Przez niektórych jest hejtowany ale i tak prawdziwe Directionerki go kochają ! Uwielbia Justina Biebera. Jest farbowanym blondynem ale to nie zmienia faktu,że jest mega przystojny i słodki. Jest strasznie miły dla wszystkich dziewczyn. Ciągle szuka tej jedynej. Ma MEGA talent!
 Harold (Hazza, Harry, loczek, ) Edward Milward Styles - (ur.1 lutego 1994 roku  w Holmes Chapel w Wielkiej Brytanii) 1\5 One Direction. Szalony, kociarz i największy zboczuch z zespołu. Kocha Louisa Tomlinsona  i resztę chłopaków z 1D. Jest mega utalentowany i ma śliczne loczki. Nadal szuka swojej drugiej połówki. Na jego widok każda dziewczyna mdleje. Jest bardzo utalentowany i przystojny.