poniedziałek, 24 marca 2014

Chapter Three ! ...

- Nie przepraszaj mnie za każdym razem, ale naprawdę już pójdę. - powiedziałam i już miałam wychodzić, kiedy w kuchni zjawili się Hazza i Lou.
- Zostajesz z nami - wyszczerzyli się
- Co? - zapytałam i wyszłam na korytarz, gdzie zobaczyłam Liama i Zayna z walizkami.
- Ej, to moje rzeczy? - zapytałam pokazując a walizki.
- Tak, od dzisiaj mieszkasz z nami - uśmiechnęli się. Co im wszystkim tak wesoło?
- Ale ... - przerwał mi Zayn
- Cicho! Zostajesz i koniec. - Jeszcze szerzej się uśmiechnęli i nie dali mi dojść do głosu.
- Tylko wiesz ... jest mały problem. Bo wiesz ... - zaczął się jąkać Harry.
- Musisz spać z którymś z nas, bo nie mamy wolnego pokoju. - wtrącił się Zayn, a ja na nich spojrzałam.
- Ja i Zayn odpadamy, bo mamy dziewczyny. - powiedział Lou, a ja spojrzałam na pozostałą trójkę.
- A ty Harry? Nie masz dziewczyny? - zapytałam, a on poruszał zabawnie brwiami.
- Już nie. Ona to już przeszłość. - zaczął się tłumaczyć.
- Po dwóch dniach? - zapytałam zdziwiona, ale doszłam do wniosku, że nie chcę usłyszeć odpowiedzi. - A który ma największe łóżko? - dodałam
- Ja - odezwał się blondyn.
- Spoko - wzruszyłam ramionami i chciałam wziąć walizkę, ale Hazza mnie wyprzedził.
Zaniósł moje rzeczy do pokoju Nialla, a ja się rozpakowałam. Później pojechaliśmy do jakiejś knajpki coś zjeść, bo oczywiście zakupów też nie zrobili. Wróciliśmy wieczorem, a ci od razu włączyli mecz. Mają szczęście, że grał Real, i że też wolą go od Barcy. Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy. Zauważyłam, że Niall cały czas się na mnie patrzy. Kiedy Cristiano strzelił gola wszyscy się wydarliśmy, on również, ale nie przestawał na mnie patrzeć. Ja  chyba krzyczałam najgłośniej. Na początku miałam to w dupie i udawałam, że tego nie widzę, ale on tak perfidnie patrzył mi w oczy, że po prostu wstałam i poszłam do pokoju. Usiadłam na parapecie i gapiłam się w niebo. Było już po 22, więc na niebie było dużo gwiazd. W pewnym momencie do pokoju wszedł blondyn.
- Co robisz? - zapytał jakby nie widział.
- Tańczę kurwa. - powiedziałam i nawet na niego nie spojrzałam. Nie przepadam za nim. Wkurwia mnie.
- Musisz być taka niemiła? - zapytał siadając koło mnie.
- Musisz być takim frajerem? - nie przestawałam gapić się przez okno, ale on złapał mnie delikatnie za podbródek, co sprawiło, że odwróciłam głowę w jego stronę.
Patrzył mi w oczy.
- Wypierdalaj - powiedziałam i się od niego odsunęłam. Znów patrzyłam przez okno.
- Ej no, co ja ci zrobiłem? - przysunął się.
- Żyjesz - powiedziałam oschle. Coraz bardziej mnie wkurwia. Odsunęłam się jeszcze kawałek.
- No weź. Nie bądź taka. - złapał mnie za rękę.
- Odwal się ode mnie - wstałam i wyszłam. Poszłam na dwór i usiadłam na trawie, a ten do mnie przyszedł.
- Ale ty jesteś uparta - usiadł koło mnie.
- Nie znasz mnie - powiedziałam.
- Ale chcę poznać - uśmiechnął się.
- Ale ja nie chcę - powiedziałam, ale on nie dawał mi spokoju.
- Dla wszystkich jesteś taka wredna? - zapytał, ale tym razem się na mnie tak bezczelnie nie gapił.
- Nie, tylko dla ciebie.
- Dlaczego?
- Bo mnie wkurwiasz.
- Czym?
- Wszystkim. Musisz za mną chodzić? Zostaw mnie w spokoju. Chcę być sama.
- Chciałem tylko pogadać.
- To idź do któregoś z przyjaciół, a nie za dziwką się uganiasz. - powiedziałam w chuj wrednie, ale na inny ton nie zasługiwał.
- No przecież już przepraszałem. Co mam zrobić, żebyś przestała o tym gadać? Byłem wkurwiony... - zaczął znowu pieprzyć.
- Nie męcz się, i tak cię nie słucham. - oznajmiłam kładąc się.
- Dobrze wiedzieć, ale i tak ci nie dam spokoju - uśmiechnął się i położył koło mnie.
- To pożałujesz - patrzyłam w niebo jak zawsze wieczorem.
- Już się boję.
- I słusznie.
- Często to robisz? - zapytał, a ja na niego spojrzałam, bo jak zawsze miałam skojarzenia.
- Co?
- Patrzysz w niebo - również na mnie patrzył.
- Zawsze. Myślę o tym co było, co jest i co mogłoby być, gdybym postąpiła inaczej. To jest taka ... ucieczka od rzeczywistości. Wymyślam sytuacje, w których chciałabym się znaleźć, i takie tam. A zresztą ... po co ja ci to w ogóle mówię. - dopiero zauważyłam, że cały czas na mnie patrzył. - Co?
- Nie, nic. Lubię cię słuchać - uśmiechnął się, co odwzajemniłam. - Opowiedz mi coś o sobie - dodał po chwili.
- Co mam niby mówić? Mieszkam ... a właściwie mieszkałam z ojcem, bo nie chcę tam wracać. Miał mnie kompletnie w dupie. Pewnie nawet nie zauważył, że mnie nie ma w domu. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- A matka? - zapytał.
- Chce ci się słuchać? - uśmiechnęłam się.
- Jakby mi się nie chciało to bym tu nie przychodził. Mów. - odwzajemnił uśmiech, a ja odwróciłam się na bok, żeby móc na niego patrzeć. Blondyn również się odwrócił, i patrzył mi prosto w oczy.
- Mama zostawiła nas z jego powodu. Nie widziałam jej chyba z 10 lat. Wiem jak wygląda tylko ze zdjęć. W ogóle jej nie pamiętam. Nie wiem jaka była. Ojciec nie dość, że miał na mnie wyjebane to nigdy nie chciał o niej rozmawiać. Zresztą nigdy go nie było. Kiedyś próbowałam się jakoś skontaktować z mamą, ale nie byłam w stanie zebrać zbyt wiele informacji, aż przestało mi zależeć. Po prostu musiałam się oswoić z myślą, że tak naprawdę nie mam kochającej się rodzinki, że marzenia się nie spełniają, a życie czasami nie ma sensu. - mówiłam całkiem bez uczuć, a on patrzył mi w oczy, zresztą ja jemu też.
- Przykro mi. - powiedział w pewnym momencie.
- A mi nie. - uśmiechnęłam się.
- Jakie jest twoje marzenie? - pokazał swoje ząbki.
- Niemożliwe do spełnienia.
- Wszystkie marzenia można spełnić, wystarczy tylko chcieć.
- Oj, uwierz mi że nie wszystkie.
- A jakie jest twoje? - zapytał ponownie.
- Poinformuję cię jak się spełni. - powiedziałam, a on się wyszczerzył.
Rozmawialiśmy dość długo, a robiło się coraz zimniej. Było już tak ciemno, że nie było widać nic dookoła nas.
- Idziemy? - zapytał w pewnym momencie, ale ja nie miałam ochoty spać.
- Idź, ja jeszcze zostanę. - powiedziałam, ale sam chyba nie chciał wracać.
- Jest zimno. Przeziębisz się. - powiedział troskliwie.
- Powiedz po prostu, że nie chcesz sam wracać, bo boisz się ciemności. Nie musisz kłamać - wyszczerzyłam się, a on odwzajemnił uśmiech.
Wstał i mnie podniósł. Chciałam coś powiedzieć, ale mi przerwał.
- Cicho. Jest trzecia w nocy, lepiej będzie jak nikogo nie obudzimy. - uśmiechnął się, ale nie wiedziałam co kombinuje.
Nie musiałam długo czekać, żeby się dowiedzieć, bo wziął rozbieg i wskoczył do basenu. Myślałam, że go zajebie.
- Co ty kurwa robisz? Normalny jesteś? - zaczęłam mówić, ale miałam ochotę się wydrzeć.
- Cicho... bo ich obudzisz. - zaśmiał się, a ja zaczęłam go wyzywać szeptem.
Wyszłam z basenu, a on za mną, ale wepchałam go z powrotem.
- Zemszczę się - zagroziłam mu, a on po chwili znów znalazł się obok mnie.
- Już to widzę. Nie złość się kotku, złość piękności szkodzi.
- Nie mów do mnie kotku. Jesteś nienormalny. - zaczęłam się śmiać z tej całej sytuacji, a on mi zawtórował.
- To teraz możemy wracać? - wyszczerzył się, a ja się zgodziłam, bo już naprawdę było mi zimno.
*******Niall*******
Kiedy się obudziłem ona jeszcze spała. Wczoraj długo rozmawialiśmy, opowiedziała mi trochę o sobie i szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że miała taką ... niezbyt miłą przeszłość. Nawet nie wiem dlaczego, ale na nią patrzyłem. Muszę przyznać, że jest śliczna i przede wszystkim inna niż wszystkie inne dziewczyny ... jest wyjątkowa, ale tak dokładnie to nie wiem czemu... Tak po prostu.
*******Em*******
Powoli otworzyłam oczy i co zobaczyłam? Ten debil cały czas się na mnie gapił.
- Wkurwiasz mnie już. - powiedziałam i niechętnie, powoli wstałam.
- Czym? - zapytał i również wstał.
- No zgadnij kurwa. - powiedziałam dość wrednie.
- Przestań, przecież nic ci nie robię. - nie wiem czy jest takim idiotą, czy tylko udaje ale mnie wkurwia!
Bez słowa wzięłam jakieś ubrania i poszłam do łazienki. Ogarnęłam się i ubrałam, a następnie poszłam do kuchni.
- I jak ci się spało? - zapytał od razu kiedy weszłam Lou z uśmiechem na twarzy.
- Ujdzie. Lepiej by było, gdyby niektórzy się nie kręcili. - spojrzałam na NIalla, który siedział już przy stole i jadł.
- Masz - powiedział Louis podając mi talerz z naleśnikami.
- Nie jestem głodna - uśmiechnęłam się i w tym samym momencie do kuchni wszedł Liaś.
- No hej. - przywitał się z nami i usiadł przy stole. - To co jemy? - wyszczerzył się, a ja podałam mu talerz, który trzymałam.
Prawie cały dzień kręciłam się bezsensownie po domu, i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, ale na szczęście wieczorem było ciekawiej.
 
------------------------------------------------------------

Przepraszam was bardzo, że tak długo nic nie dodawałam, ale musiałam załatwić parę spraw. Rozdział moim zdaniem chujowy jak wszystkie wcześniejsze, ale zależy mi na tym, żebyście to wy go ocenili. CZYTASZ = KOMENTUJESZ  I oczywiście proszę o naprawdę szczere opinie w komentarzach. Kocham was! :*

środa, 5 marca 2014

Chapter Two ! ...

- Kochanie, poczekaj - Niall wybiegł za nią, a ja nie wiedziałam o co chodzi.
- Co znowu? - zapytałam.
- Wkurwiła się, bo masz na sobie koszulkę Nialla, ale wiesz zawsze możesz ją zdjąć - wyszczerzył się Harry.
- Chciałbyś - mrugnęłam do niego.
- Widziałem to! - zażartował Liam.
- Dobra, sprzątamy - powiedziałam, a Lou i Daddy niechętnie wstali. - Ej, ale moglibyście się tak na mnie nie gapić? - skierowałam pytanie do Zayna i Harrego, a oni jakby wybudzeni z głębokiego transu odwrócili wzrok.
Uwinęliśmy się z tymi całymi porządkami w jakieś pół godziny, a później siedzieliśmy w salonie. Prawie wszyscy, bo Niall jeszcze nie wrócił.
- Na pewno nie widzieliście mojego telefonu? - zapytałam ponownie, ale ci pokiwali głową przecząc. - No bo wiecie, ja kiedyś muszę wrócić. - dodałam, a oni na mnie spojrzeli.
- Do polski? - zapytał któryś.
- No raczej. Nie mam telefonu, kasy ani nawet ubrań, więc moja sytuacja nie jest najprzyjemniejsza, tym bardziej że jestem dość daleko. - powiedziałam.
- Pomożemy ci - odezwał się od razu Liam.
- Nie wezmę od was kasy ani nic innego - uśmiechnęłam się.
- Ale co to za problem? - zapytał po chwili.
- No po prostu nie chcę.
- Ale nie masz innego wyjścia.
- I tak już dużo od was dostałam.
- Niby co? - zapytał zdziwiony.
- Wystarczyło to, że w ogóle tu jestem a mam jeszcze to. - pokazałam na pierścionek.
- Dobra później o tym porozmawiamy. Zostaniesz u nas kilka dni ok? - zapytał Hazza.
- No ale ... - nie dali mi skończyć.
- Nie ma żadnego ale! Zostajesz i koniec - przerwał mi Zayn.
- Ale ... - znowu mi przerwał
- Zostajesz! - uśmiechnął się
- Nie lubię jak mi ktoś przerywa. - również się uśmiechnęłam.
- A ja nie lubię, jak ktoś się ze mną kłóci - powiedział
- A ja nie lubię niedosmażonej jajecznicy - wtrącił się Harry, a my na niego dziwnie spojrzeliśmy, po czym wybuchliśmy śmiechem.
W końcu do domu wrócił Niall. Był jakiś taki ... przygnębiony. Wszedł do salonu, ale kiedy zobaczył, że my tam jesteśmy poszedł na górę.
- Co mu? - zapytał Lou, ale nikt mu nie odpowiedział, bo nikt nie wiedział.
- Pójdę do niego - powiedział Zayn i poszedł do pokoju Nialla.
Wrócił jednak po chwili.
- Zerwała z nim. - powiedział, a chłopcy przybili sobie piątkę. - Wyrzucił mnie z pokoju. Ale trzeba z nim porozmawiać. - dodał po chwili.
- Emily... ty idź, porozmawiaj z nim, poradź mu coś jako dziewczyna. - zaproponował Harry, a ja po chwili się zgodziłam.
- A ... - zaczęłam.
- Pierwsze drzwi po prawej - uśmiechnął się
- Dzięki - poszłam w stronę jego pokoju.
Zapukałam.
- Spieprzaj - usłyszałam, ale i tak weszłam.
- W porządku? - zapytałam, chociaż wiedziałam, że jego odpowiedź będzie brzmiała ,, nie " albo w ogóle nie odpowie.
- Nie mam ochoty rozmawiać ... - dopiero zobaczył, że to ja. - czego tu chcesz? - zapytał nie zbyt miło.
- Ja tylko ... - przerwał mi.
- Wyjdź. Nie mam ochoty rozmawiać z przyjaciółmi, a co dopiero z jakąś dziwką! To wszystko twoja wina! Tylko i wyłącznie ty się do tego przyczyniłaś! Po chuj ruszasz nie swoje rzeczy?! Gdyby nie ty wszystko byłoby dobrze! Ale musiałaś tu przyjechać, bo nie masz swojego zasranego życia! Jesteś jak każda inna, jebana fanka! ... - Wrzeszczał na mnie patrząc mi prosto w oczy, ale ja nie mogłam tego słuchać.
Zdjęłam jego koszulkę i rzuciłam ją w niego. Wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami i od razu poszłam do łazienki. Ubrałam szorty, które wcześniej wyprałam i bez słowa wyszłam z ich domu również trzaskając drzwiami. Byłam tylko w staniku i spodenkach. Strasznie lało, ale trudno. Przeszłam kawałek, kiedy usłyszałam że ktoś mnie woła. To był Liam.
- Emily! Gdzie ty idziesz? - krzyczał, ale ja się nie zatrzymywałam.
Podbiegł do mnie i złapał mnie za rękę. Odwróciłam się.
- O co chodzi? Co się stało? - zapytał.
- Miał racje - powiedziałam.
- Co? Kto miał rację? - szedł za mną.
- Nie ważne. Nie powinnam tu w ogóle przyjeżdżać. Przepraszam. - spojrzał mi w oczy, ale ja się odwróciłam i zaczęłam biec.
- Emily, proszę! co ty robisz? - krzyczał za mną, ale nie chciałam się zatrzymywać.
Szłam, ale nie wiedziałam gdzie. Po prostu przed siebie. Już dawno gdzieś go zgubiłam. Doszłam do jakiegoś parku, i usiadłam na ławce. Byłam cała mokra, a cały czas padało. Patrzyłam na ludzi z parasolami lub w płaszczach przeciwdeszczowych, śpieszących się, albo po prostu uciekających przed deszczem.
Naprawdę strasznie jest usłyszeć, że jest się dziwką od swojego największego idola, który ma zły dzień bo jakaś dupa z nim zerwała. No kurwa co mnie to obchodzi? Chciałam dobrze, ale wyszło jak zawsze. Nie no zajebiście zawsze muszę coś spierdolić! Najlepiej by było gdybym w ogóle nie ruszała się z domu. Sprawiłabym wszystkim o wiele mniej problemów. Po co ja tu w ogóle przyjechałam?
Siedziałam, kiedy zobaczyłam na ziemi kartkę z gazety, na której było zdjęcie, na którym Liaś mi się ,, oświadcza ". Uśmiechnęłam się sama do siebie, i zaczęłam czytać opis.

* Poprzedniej nocy Liam Payne (wokalista znanego na całym świecie zespołu One Direction) oświadczył się niejakiej Emily, której nazwiska nie znamy. Nie wiadomo również, czy zakochana para znała się wcześniej, czy też poznali się dopiero w klubie, w którym spędzili całą noc. Nad ranem całym zespołem wraz z Emily wsiedli do samolotu i wrócili do domu One Direction. *

Wszyscy, którzy koło mnie przechodzili mierzyli mnie. Możliwe, że przyczyniło się do tego to, że nie miałam na sobie koszulki. Było mi bardzo zimno. W pewnym momencie na ławce naprzeciwko mnie usiadło dwóch chłopaków. Jak wszyscy inni, zaczęli mnie mierzyć.
- I co się kurwa gapicie?! - powiedziałam na tyle głośno, żeby usłyszeli, ale ci nie odpowiedzieli.
Rozmawiali ze sobą ... po polsku.
- Ale dupa - w pewnym momencie odezwał się jeden po polsku.
- Taka laska i bez chłopaka? - zapytał drugi tym razem po angielsku siadając obok mnie.
- Taki pajac i bez cyrku? - powiedziałam po polsku, wstałam i poszłam.
Przeszłam kawałek, kiedy zobaczyłam jakiś ludzi z kamerami i mikrofonem. Podbiegli do mnie, a kiedy ja próbowałam odejść szli za mną.
- To ty jesteś Emily? - zapytał gościu z mikrofonem, a ten drugi cały czas mnie nagrywał.
- Nie - szłam dalej, ale oni nie ustępowali.
- To na pewno ty. Masz pierścionek od Liama. - oznajmił pokazując na moją rękę.
- Wypierdalaj mi z tą kamerą! - zwróciłam się nie zbyt miło do drugiego, ale mnie nie posłuchał.
- Co tutaj robisz, tym bardziej że nie jesteś całkiem ubrana. - kontynuował.
- Coś ci się nie podoba? Odpierdol się! - zaczęłam biec, żeby tylko ich zgubić.
Po chwili mi się udało. Cały czas strasznie padało, a mnie dalej bolała głowa i było mi strasznie zimno. Po jakiejś godzinie, kiedy szłam jakąś pustą uliczką, zobaczyłam jakiś samochód. Podjechał bliżej mnie i się zatrzymał. Wyszedł z niego Liam.
- Wszędzie cię szukałem. Chodź - powiedział i złapał mnie za rękę.
- Zostaw mnie. Nie chcę - wzięłam swoją rękę i szłam dalej.
- Ale ty jesteś uparta. No dawaj, bo się przeziębisz - powiedział troskliwie.
- Nie. Nie mam gdzie wracać. - nie zatrzymywałam się, ale on do mnie podszedł, podniósł mnie i zaniósł mnie do samochodu.
- Jak nie chcesz wracać do nas to zawiozę cię do jakiegoś hotelu ok? - zapytał
- Nie mam kasy
- Nie ważne. Masz - powiedział zdejmując bluzę, a ja ją ubrałam.
Byłam cała mokra, ale było mi przynajmniej trochę cieplej. Dojechaliśmy do jakiegoś hotelu i od razu Liam poszedł do recepcji a ja na niego czekałam. To był jakiś pięciogwiazdkowy hotel. Trochę pogadaliśmy w pokoju, ale namówiłam go, żeby wrócił do domu. Powiedział, że jutro do mnie przyjedzie.
                                                              ******* Liam *******
Emily poszła z nim porozmawiać ale po chwili wybiegła z domu. Pobiegłem za nią, ale nie chciała ze mną rozmawiać. Uciekła. Ale dlaczego? Wróciłem do domu i od razu poszedłem do Nialla.
- Coś ty jej nagadał?! - krzyknąłem od razu po wejściu do pokoju.
- Nic. Po prostu jest dziwką jak każda inna pieprzona fanka... - przerwałem mu.
- Co kurwa?! Jesteś debilem! Dziwką to można nazwać tą twoją sukę! I szczerze mówiąc, to wszyscy się cieszymy, że już nie jesteście razem! A ty w ogóle nas nie słuchasz! Ona jest inna ... - wrzeszczałem na niego.
- Nie jest. - powiedział i usiadł na parapecie gapiąc się przez okno.
- Dobra weź skończ - wyszedłem z pokoju i od razu wsiadłem w samochód.
Szukałem jej jakieś półtorej godziny i w końcu ją znalazłem. Nie chciała wracać do nas do domu, ale ją rozumiałem. W końcu nie jest przyjemnie usłyszeć takie słowa od swojego idola. Odwiozłem ją do hotelu i wróciłem do domu. Następnego dnia rano do niej pojechałem. Oczywiście po drodze musiałem natknąć się na paparazzi. Zadawali jakieś pytania.
- Przepraszam innym razem. Nie mam teraz czasu. - uśmiechnąłem się i wszedłem do hotelu. Wjechałem windą na drugie piętro i poszedłem do pokoju Em.
                                                              *******Emily*******
Wieczorem dużo myślałam i doszłam do wniosku, że jeszcze trochę zostanę w Londynie. Obudziłam się około 10:30 i przypomniałam sobie, że o 11 miał przyjść Liaś. Szybko wstałam, ogarnęłam się i założyłam te ubrania, które miałam, czyli moje spodenki i bluzę Liama, która sięgała mi do połowy ud zasłaniając spodenki. Była za duża i to o wiele, ale to mi się w niej właśnie podobało. Po chwili drzwi do pokoju się otworzyły i wszedł Liaś. Powiedziałam mu, że jeszcze nie wracam do polski, a on się ucieszył. Pożyczył mi trochę kasy na początek, ale obiecałam mu, że jak tylko będę miała to mu oddam. Poszliśmy na zakupy, a ja kupiłam kilka ubrań. Wróciliśmy do hotelu, a ja się w końcu przebrałam. Liam namówił mnie, żebyśmy pojechali do nich.
Chwilę później byliśmy już na miejscu. Poszliśmy do kuchni, gdzie siedziała cała reszta.
- Hej - powiedziałam wchodząc i usiadłam na przeciwko nich, a oni mi odpowiedzieli. O dziwo Niall również się ze mną przywitał.
- Em, chciałem cię przeprosić - powiedział po chwili ciszy, jaka panowała w pomieszczeniu, a oczy wszystkich skierowane były na mnie. - Ona okazała się zwykłą dziwką i niepotrzebnie na ciebie krzyczałem. Przepraszam, byłem strasznie wkurwiony. - próbował się tłumaczyć.
- Przykro mi, ale musisz wymyślić jakieś nowe wyzwisko opisujące twoją każdą jebaną fankę, bo o ile dobrze pamiętam, to ja dostałam miano dziwki. - spojrzałam na niego.
- Możemy porozmawiać na osobności? - zapytał, a  reszta od razu wyszła. - Przepraszam, ale zrozum mnie. Byłem wkurwiony i to bardzo. To nie było łatwe. - kontynuował.
- Oh, naprawdę? ... Wal się - powiedziałam i wstałam z zamiarem wyjścia z kuchni, ale złapał mnie za rękę. Odwróciłam się - Cze ... - przerwał mi całując mnie.
Na początku oddałam pocałunek, ale nawet nie wiem dlaczego. Po kilku sekundach ogarnęłam się i go od siebie odepchnęłam.
- Co ty robisz?! - zapytałam wściekła, a on zaczął mnie przepraszać.
- Naprawdę przepraszam, nie wiem dlaczego to zrobiłem ... - powiedział, a ja wyszłam z kuchni.
Okay ... To było ... dość dziwne, ale szczerze mówiąc to ... to było jedno z moich marzeń. Bosz co ja w ogóle robię? Ale ja jestem głupia.
Poszłam do salonu, ale nikogo tam nie było, więc sprawdziłam też w pokojach. Tam również było pusto. No nieźle ... zostawili nas samych. Wróciłam na dół.
- A ci gdzie? - zapytałam wchodząc do kuchni, gdzie dalej był Niall.
Był strasznie zamyślony. Stał w tym samym miejscu gapiąc się w podłogę, a po chwili spojrzał mi prosto w oczy. Ja pierdole, ale on ma śliczne oczka! Podszedł do mnie i położył mi rękę na policzku. Zbliżył się do mnie i nie przestawał patrzeć mi w oczy. Znowu chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
- Może będzie lepiej, jeśli już pójdę - powiedziałam.
- Nie, zostań. Przepraszam. - powiedział.
- Nie przepraszaj mnie za każdym razem. Ale naprawdę już pójdę. - powiedziałam i już miałam wychodzić, kiedy w kuchni zjawili się Hazza i Lou.

---------------------------------------------------------------------

CZYTASZ = KOMENTUJESZ.
I mamy drugi rozdziałek. Mam nadzieję, że się wam podoba. Proszę o szczere opinie w komentarzach. Następny rozdział wstawie dopiero jak będzie 5 komentarzy, bo nie wiem czy jest w ogóle sens, żebym pisała dalej.
Kocham was!